XXXV rocznica wprowadzenia stanu wojennego

 

 

13 grudnia 1981 - 13 grudnia 2016

 

 

Waleniem w drzwi, biciem i rewizjami
płaczem najbliższych i krzykiem dzieci
wywiezieniem w nieznane;

rozpoczął się nowy, grudniowy dzień roku 81.

Widokiem czołgów na ulicy
hukiem helikopterów
rannym przemówieniem premiera;

powitaliśmy stan wojenny
w kraju miłującym wolność.

Lothar Herbst, Prolog, 1981

Obok słynna fotografia Chrisa Niedenthala

 

 

"Nie był potrzebny żaden sąsiad, rodzimej dosyć jest kanalii"

 

(Jan Krzysztof Kelus, Sentymentalna panna "S" - z cyklu: Materiały pomocnicze do nauki o Polsce i  świecie współczesnym - 1982)

 

 

Generał armii Wojciech Jaruzelski

ogłasza w telewizji wprowadzenie stanu wojennego

 

 

"Bandyci przebrani za władzę"

 

(z wiersza anonimowego autora Ostatnia szychta na Kopalni Węgla Kamiennego "Piast" - 1982)

 

 

 

 


Junta wojskowa, która sama siebie nazwała Wojskową Radą Ocalenia Narodowego (WRONa)

 

gen. armii Wojciech Jaruzelski (I sekretarz PZPR, premier rządu PRL, minister obrony narodowej)
admirał Ludwik Janczyszyn – dowódca Marynarki Wojennej
gen. broni Eugeniusz Molczyk – główny inspektor szkolenia, wiceminister obrony narodowej
gen. broni Zbigniew Nowak – główny inspektor techniki, wiceminister obrony narodowej
gen. broni Florian Siwicki – szef Sztabu Generalnego LWP, wiceminister obrony narodowej
gen. broni Tadeusz Tuczapski – główny inspektor obrony terytorialnej, wiceminister obrony narodowej
gen. dyw. Józef Baryła – szef Głównego Zarządu Politycznego LWP, wiceminister obrony narodowej
gen. dyw. Tadeusz Hupałowski – minister administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska
gen. dyw. Czesław Kiszczak – minister spraw wewnętrznych
gen. dyw. Tadeusz Krepski – dowódca Wojsk Lotniczych
gen. dyw. Longin Łozowicki – dowódca Wojsk Obrony Powietrznej Kraju
gen. dyw. Włodzimierz Oliwa – dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego
gen. dyw. Czesław Piotrowski – minister górnictwa i energetyki
gen. dyw. Henryk Rapacewicz – dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego
gen. dyw. Józef Użycki – dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego
gen. dyw. Zygmunt Zieliński – sekretarz WRON, szef Departamentu Kadr MON
gen. bryg. Michał Janiszewski – szef Urzędu Rady Ministrów
gen. bryg. Jerzy Jarosz – dowódca 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej
płk Tadeusz Makarewicz
płk Kazimierz Garbacik
płk Roman Leś
ppłk Mirosław Hermaszewski, pierwszy polski kosmonauta (według własnej relacji wpisany na listę członków bez jego wiedzy i zgody)
ppłk Jerzy Włosiński

 

 

 

 

Wykorzystano fragmenty wierszy:

Zbigniewa Herberta,

Lothara Herbsta,

Tomasza Jastruna,

Mieczysława Jastruna,

Jacka Kaczmarskiego

Wiktora Woroszylskiego,

oraz utworów anonimowych.

 

 

 

 

"Dziesięciu sprawiedliwych"

 

Nie wszyscy wojskowi zgadzali się z decyzją wprowadzenia stanu wojennego - zostali czarnymi owcami LWP

 

poniżej historia jednego z nich

 

 

młodszy chorąży Leszek Niepsuj

 

 

 

"Wtedy zrozumieliśmy, że wojsko wystąpiło przeciwko własnemu społeczeństwu"

 

 

 

Przedruk: Włodzimierz Kaleta, Cierpieli przez stan wojenny - "czarne owce" armii PRL,



Za swoje poglądy byli wyrzucani z wojska, szykanowani, a nawet więzieni. Taką cenę płacili żołnierze-przeciwnicy stanu wojennego. "Polska Zbrojna" opisuje historie "czarnych owiec" wśród wojskowych, którzy nie chcieli występować przeciw własnemu narodowi.
Wciąż mało wiadomo o ofiarach stanu wojennego wśród żołnierzy. Nie ma na ten temat rzetelnych, opartych na zweryfikowanych źródłach badań historycznych. Wynika to w dużym stopniu z niechęci do składania relacji przez starą kadrę dowódczą oraz niedostępności dokumentów (zostały zniszczone albo ukryte).

Myślał jak oni

Jednym z udokumentowanych przypadków jest historia młodszego chorążego ze Strzegomia Leszka Niepsuja. W 1981 roku chorąży był dowódcą plutonu w Lubuskiej Brygadzie Wojsk Ochrony Pogranicza. Podobnie jak większość kadry nie orientował się zbyt dobrze, co się dzieje w kraju. Na spotkaniach z oficerami politycznymi słyszał bez przerwy, że Komitet Obrony Robotników, Konfederacja Polski Niepodległej i Solidarność to ostoje rewizjonistów działających na szkodę ojczyzny.

Był wówczas młodym człowiekiem. - Miałem dwadzieścia kilka lat. Kierowały mną przede wszystkim emocje. I to, co wyniosłem z domu - wspomina po 30 latach Niepsuj. W domu zawsze obowiązywały tradycje patriotyczne. Jeden dziadek był w Polskiej Organizacji Wojskowej, drugi w Legionach. Dlatego też solidaryzował się z żołnierzami, którzy zaczęli przychodzić do jednostki na początku lat 80. Wielu z nich współpracowało wcześniej z Solidarnością. Myślał podobnie jak oni. Tolerował przynoszenie do jednostki ulotek, bo sam był ich pierwszym czytelnikiem. Kiedy z prześcieradła zrobili biało-czerwoną flagę, na której umieścili napis "Solidarność Żołnierska" oraz symbol Polski Walczącej, uznał, że tak ostentacyjna manifestacja może im tylko zaszkodzić. Schował więc flagę w sejfie.

Stan wojenny zastał go w rodzinnym Strzegomiu. - Kto wie, czy nie przyjdzie się nam bić z wojskami radzieckimi - chodziło mu po głowie. Tymczasem jego żołnierze zostali wysłani do zabezpieczania pacyfikacji gorzowskiego Ursusa. Wrócili załamani. -
Wtedy zrozumieliśmy, że wojsko wystąpiło przeciwko własnemu społeczeństwu - przypomina sobie chorąży. Cieszył się, że jego akurat ominęło to zadanie.

Niepsuj dostał nowy przydział do Gubina. Daleko od domu w Strzegomiu. Żona była w ósmym miesiącu ciąży. Niepokoił się, bo rok wcześniej zaraz po urodzeniu umarła im córeczka. - Wybór Gubina nie był przypadkowy - opowiada chorąży - Najpewniej byłem już wtedy od jakiegoś czasu namierzany. Chcieli mnie przenieść na inny, nieznany mi grunt i przy okazji postraszyć.

Gdy do jednostki dotarła wiadomość o pacyfikacji kopalni Wujek i ofiarach śmiertelnych wśród górników, Niepsuj nie wytrzymał. Żołnierzom w batalionie rezerwowym rozdał przechowywane w sejfie ulotki i dołączył do nich list do Wojciecha Jaruzelskiego, w którym między innymi krytykował generała za to, że wysłał wojsko przeciwko narodowi.

Doniósł na niego najbliższy kolega, też dowódca plutonu. - Wiele nas w służbie łączyło, chociażby ambitne podejście do szkolenia - wspomina były chorąży. Żołnierze Wojskowej Służby Wewnętrznej zatrzymali Niepsuja 30 grudnia 1981 roku. W jego pokoju w jednostce znaleziono około 40 egzemplarzy ulotek, których nie zdążył rozdać żołnierzom.

Z miejsca na miejsce

Zaczęła się karuzela aresztów śledczych. Najpierw w Zielonej Górze, potem we Wronkach, Sieradzu, Kaliszu, Wrocławiu i Strzelinie. Spotykał tam podobnych do siebie opozycjonistów, więźniów politycznych, skazanych tak jak on za naruszenie dekretu o stanie wojennym. Pamięta, że było wśród nich również trzech żołnierzy. Szeregowy służby zasadniczej z Dąbia Lubuskiego, podchorąży z okolic Leszna i jakiś żołnierz z 6. Dywizji Powietrznodesantowej.

Zanim najbliżsi dowiedzieli się, że został aresztowany, szukali go przez kilka dni. W styczniu 1982 roku chorąży został osądzony w trybie doraźnym. Skazano go na trzy lata więzienia, zdegradowano i pozbawiono praw publicznych. Prokurator wniósł apelację i Izba Wojskowa Sądu Najwyższego podwyższyła wyrok do 4,5 roku. Wyszedł na wolność po 15 miesiącach. Chciano go zmusić do wyjazdu za granicę, ale bezskutecznie. Przez lata był zatrudniony w kamieniołomach w rodzinnym Strzegomiu. Praktycznie pracuje tam do dziś. Ma własną firmę. Prowadzi niewielki zakład elementów surowo łupanych.

W 1991 roku Prokuratura Generalna skierowała wniosek o rewizję nadzwyczajną w jego sprawie, jednak Izba Wojskowa Sądu Najwyższego odrzuciła go ze względów proceduralnych. W końcu sąd wojskowy uchylił obydwa wyroki na Niepsuja i uznał go za niewinnego. Dziś, po 30 latach od tamtych wydarzeń, nadal uważa, że postąpił wówczas słusznie. - Gdybym miał więcej doświadczenia, to nie dałbym się tak łatwo zatrzymać. Uciekłbym do podziemia i dalej prowadził działalność - mówi.

Degradacja

Kiedy w 1980 roku w kraju wybuchły strajki, porucznik Bogdan Klimorowski nawiązał potajemnie kontakty z Solidarnością w zakładzie, w którym pracowała jego żona. Przynosił do koszar podziemne ulotki i pisma. Skutek był piorunujący. Kilkunastu żołnierzy z porucznikiem na czele złożyło legitymacje partyjne. W jednostce zawrzało. Początkowo próbowano go "wychowywać", sprowadzić ponownie na właściwą drogę ideologiczną, którą powinien kroczyć oficer. Potem zaczęto straszyć, że zostanie przeniesiony do najbardziej zapyziałego garnizonu w Polsce, zamknięty, a może nawet wywieziony w nieznane.


Jednak przetrwał w jednostce do 1981 roku. W tym czasie wystąpił do MON o zwolnienie ze służby, a następnie taką prośbę skierował do przewodniczącego Rady Państwa PRL. Którejś nocy zastępca dowódcy do spraw politycznych w trybie alarmowym zebrał sąd oficerski, który miał wystąpić do przełożonych o ukaranie Klimorowskiego odebraniem stopnia oficerskiego. Zarzucono mu, że chce przesunąć granice Polski na wschód i że krytykuje ZSRR, co godzi w przyjaźń polsko-radziecką.

Sąd niejednomyślnie, stosunkiem głosów trzy do dwóch, wystąpił o zdegradowanie oficera do stopnia szeregowego. Klimorowski został zwolniony z wojska na kilkanaście dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Odpowiedź na pismo o przywrócenie mu stopnia oficerskiego otrzymał od generała Jaruzelskiego dopiero w 1989 roku. Decyzja była pozytywna.

Słowo na cztery litery

Zdarzały się też historie banalne, takie jak ta w jednostce w Dziwnowie. Banalne na pozór, gdyż władza zareagowała na szczeniacki wybryk jednego z żołnierzy z całą surowością. Oto relacja Janusza Kłosowskiego, który odbywał wtedy służbę zasadniczą. Trafiłem na nią, kiedy poszukiwałem materiałów o żołnierzach karanych w stanie wojennym:

"Rok 1982, trwa stan wojenny, korytarz naszej kompanii jest oblepiony propagandowymi plakatami. Któryś z żołnierzy powypisywał na nich niecenzuralne słowa. Słowa były malutkie i z daleka niedostrzegalne, a jedno, to, które powinno się pisać przez 'ch', żartowniś napisał przez 'h'. Mój kolega, który jako pierwszy spostrzegł napisy, doszedł do wniosku, że trzeba poprawić błąd. I dopisał do każdego słowa brakujące 'c'. Gdy profanacja plakatów wyszła na jaw, nasz dowódca dał nam oficerskie słowo honoru, że nie wyciągnie konsekwencji wobec winowajcy. Prawdziwy winowajca pozostał w ukryciu, przyznał się zaś mój kolega, miłośnik ortografii. Wtedy widziałem go po raz ostatni. Nas porozsyłano po różnych jednostkach, a on, jak się dowiedziałem po jakimś czasie, został skazany na rok więzienia".

Dotychczas historycy nie uwzględnili w swoich badaniach poszkodowanych przez stan wojenny wojskowych. Można mieć pewność, że takich przypadków, jak te opisane, było po 13 grudnia 1981 roku znacznie więcej.